Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
...jedziemy na konkurs!...
Genialnie!
Konkurs jest o godzinie 9.30 ( powiedzmy ze da rade) w Warszawie ( to juz gorzej, bo daleko) w niedziele ( ze what?!)
No i tu zaczyna sie porywajaca historia dnia dzisiejszego.
Potygodniowych pertraktacjach, ustaleniach i dochodzeniach do kompromisu uznano ze jedziemy. Jest nas trojka uczniow i nauczycielka za nas odpowiedzialna.
Wczoraj rodzice moi kochani gonili mnie do lozka od godziny 7.30. Idz spac, jutro wczesnie wstajesz. Eee tam.. Jakie znowu wczesnie?
I tu zagadka: o ktorej godzinie trzeba wstac zeby dotrzec na konkurs? Czy kots zgadl ze w pol do trzeciej? Jesli tak to niech sie cieszy ze sam nie musial. Ja jako osoba lubiaca miec zapas czasu i spozniajaca sie zawsze kiedy sie da wstalam o 2. 3 godziny snu naprawde wystarczaja zeby trzymac sie na nogach. Moze nie wplywaja najlepiej na przytomnosc ktora przydje sie na konkursach, ale wystarczaja. No wiec wstalam. Ubralam sie i podreptalam do kuchni. Po drodze spotkalam mojego kochanego tate, ktory celem podwiezienia mnie pod szkole nie poszedl spac ( zeby nie zaspac i zebym nie musiala lazic piechta o takich fajnych godzinach). No wiec zaparzylam dwa kubki herbaty, Zrobilam jakas kanapke. W sumie nie wiadomo bylo o ktorej wrocimy, a cos do zarcia zawsze sie przyda.
O 3 oudzila sie przypadkiem moja mama i zaczela zadawac mi rzeczowe pytania. Uwielbiam rzeczowe pytania. Najbardziej i tak uwielbiam odpowiadac na nie nierzeczowo i twierdzic ze legitymacje posialam raz nazwsze i nie bede sie chwalic moim brzydkim zdjeciam.
Z domu wyszlam o 3.10. Podwieziona przez tate bylam na czas. Kolega juz byl, na kolezanke konkursowiczke trzeba bylo chwile poczekac. Przytomni bylismy wszyscy ( no powiedzmy w miare przytomni- nak na srodek nocy ). I pojechalismy.
Na dworzec w katowicach dotarlismy bez wiekszych problemow. Problemy zaczely sie na dworcu. Co prawda na rozkladzie byl napisany nasz pociag, ale obok niego widnialy takie dwie sliczne cyferki: 9 i 0. Tylko coz one mogly oznaczac? Hm. Na szczescie rubryki byly zatytulowane i przeczytalismy ze te slynne poltorej godziny to opoznienie naszego pociagu, ktory powinien byc w Katowicach o 4.25.
No i... eh... klac nie ma po co. Nic to nie pomoga. Ani na wpol spiacych towarzyszom ani innym ludziom przez przypadek znajdujacym sie na dworcu o tej radosnej godzinie.
Wiec trzeba bylo znalezc sobie zajecie. Najpierw chodzilismy w te i wefte rozgladajac sie co tezs ciekawego oferuja kioski. Najlepsza byla oczywiscie prasa. Takich glupot to ja sie nie spodziewalam. Same tytuly wydrukowane wielkimi wolami byly powalajace, a co dopiero podtytuly! Nie pamietam niestety dokladnie jak to brzmialo, ale dowiedzial sie bardzo dokladnie dlaczego nie kupuje tego typu makulatury. Glupota powinna miec granice. Mimo wszystko. Potem kupilam sobie ciastko (cukru! bo inaczej zaraz sie przewroce!) i razem z pozostalymi uczestnikami konkursu i nauczycielka przyjrzelismy sie bojce i interwencji ochrony. Caly czas pocieszeniem dla nas bylo to ze na tablicy byl pociag obok, ktorego napisano 120. Czyli byl ktos, kto mial gorzej.
Dzielni bylismy czekalismy do 6.
A potem nam sie znudzilo i w okienku nad ktorym namalowano duza literke "i" probowalismy sie dowiedzic o co chodzi. Otoz pociag z Buakresztu ( nasz pociag) sie wykoleil i nie wiadomo kiedy przyjedzie. Aha. Genialnie. Na tablicy cyferki obok oczekiwanego polaczenia zmienili sie na 130. A w takim wypadku nie mielismy szans dojechac na czas. W zwiazku z tym trzeba bylo oddac bilety i wrocic do domu.
Przy okazji zwrotu biletow dowiedzielismy sie ze sprzedano nam takie, z ktorymi moglismy pojechac zupelnie innym pociagiem. Niestety jego czas tez sie nie ztgadzal z opcja zdazenia na miejsce powiedzmy przed 10. Zwrocilismy bilety i zamiast nich nabylismy powrotne do Gliwic. No coz. TU spotkalismy sie z niebywala punktualnoscia i na dworcu w naszym kochanym miescie bylismy chwile po 7. Bylo juz w sumie jasno. Mama kolezanki konkursowiczki podrzucila mnie do domu i o wpol do 8 stanelam w drzwich mieszkania wywolujac poploch u moich rodzicow. "Co sie stalo?" "A nic. Pociag nie przyjechal".
I w ten oto sposob zamiast siedziec teraz w Wawie i piasc test z niemieckiego, jestem w domu i moge sobie bebnic palcami o klawiature. Uwazam ze jest to zajecie duzo przyjemniejsze i niej stresujace. A przy okazji nikt mi nie zarzuci zlej woli. To nie moja wina ze nie zajelam miejsca w konkursie. To kolej odmowila wspolpracy. Ja moge tylko powiedziec ze sie dzielnie przygotowywalm i jestem zawiedziona. Albo wysyslic inna gornolotna dyrdymale.
No nic.
Serdecznie pozdrawiam podroznikow.
A jutro do szkoly. Warum?!
|| Agata ||
Neich żyje PKP! Jak się wstawia dwie takie same notki...? Ja nie umiem.
|| brak www || data: 18.03.2009
ebr80.neoplus.adsl.tpnet.pl || IP: 83.22.207.80
|| Bogna ||
Jej... biedna jesteś :(
I może skasuj te dwie identyczne notki, co? :P
|| brak www || data: 16.03.2009
cqh207.neoplus.adsl.tpnet.pl || IP: 83.31.239.207